Aktualności

Rozdział 23 pojawi się do 10 maja.
-adeczka45
edit: 24.04.2016

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 2- Księga I

  2 tygodnie wcześniej...


- To Clave Cię tu przysłało??? Chodzi o Jace'a???-podenerwowany głos czterdziestolatka rozniósł się echem po korytarzu
- Nie twój interes. Zadanie powierzone mi przez starszych jest tajne.
- Znajdujesz się w moim domu, więc uważam,  że raczej mój.
- Nie sądzę. Tak czy inaczej zostaję w Instytucie, czy Ci się to podoba czy też nie.  I nic na to nie poradzisz, Robercie.
- Czyżby,  Samantho?-usta mężczyzny rozciągają się w złośliwym uśmiechu, jakby wiedział,  że trafił w czuły punkt.
- Oni nie mogą się dowiedzieć, jasne?
-A co jeśli poznają prawdę?
- W twoim interesie jest, żeby jej nie znali, Robercie-Nastolatka szepcze z nienawiścią- Pamiętaj,  że znam twój mały sekrecik. Piśnij choć słowo,  a pożałujesz...

Aktualnie...
***Sydney***
Oranżeria... Znalazłam ją pierwszego dnia mojego pobytu w Nowojorskim Instytucie. Od tamtego dnia ciągle w niej przesiaduję. Stała się moim azylem. Jedynym miejscem, w którym mogę pomyśleć.  Uwielbiam patrzeć na mieniące się tysiącami kolorów, delikatne skrzydełka motyli, siedzących na szmaragdowych liściach krzewów. To jedyne miejsce,  w którym mogę kontaktować się z Tom'em  bez obawy, że ktoś odkryje mój sekret. 
Zerkam na moją dłoń. Obrysowuję palcem trójkątne szfirowe oczko, mojego pierścienia. Odkąd postanowiłam,  że wyjdę,  Thomas szukał dyskretnego sposobu kontaktu ze mną. W ten sposób je znalazł.  Dzięki nim mogliśmy kontaktować się ze sobą w myślach, bez obawy,  że ktoś odkryje nasze tajemnice.
- Co tu robisz?- kątem oka widzę blondyna opierajacego się niedbale o balustradę schodów,  na ktorych siedzę.  No to mogę zapomnieć o ciszy.
- Najwyraźniej to co ty.- rzucam
Chłopak uśmiecha się zawadiacko. 
- Jesteś taka zabawna.
- Słucham? 
- Powiedziałem, że jesteś zabawna.
- Wiem, co powiedziałeś.-mówię z irytacją
- To czemu się pytasz?
Przygryzam wargę. Na Anioła. Ten blondyn naprawdę działa mi na nerwy.
- Ładny pierścień. - mówi Jace- Skąd go masz?
Dopiero teraz zauważam,  że dalej pocieram oczko. Cholera.  Powinnam bardziej uważać. 
-Nie twoja sprawa.
Blondyn siada obok mnie.  Obdarzam go znudzonym spojrzeniem.
- Nie musisz udawać. -pochyla się w moim kierunku- Wiem, że Ci się podobam.
Jego słowa tak mnie zaskakują, że wybucham śmiechem. Wstaję, otrzepując spodnie.
- Nie wyobrażaj sobie zbyt dużo,  kochanie - mówię z udawanym współczuciem
- Nie udawaj niedostępnej- szepcze mi do ucha- Wiem, że  prędzej czy później się ze mną przespisz, kotku. 
Odwraca się na pięcie,  po czym wybiega z oranżerii
Minęły  2 tygodnie odkąd przeniosłam się do Nowego Jorku.  2 tygodnie odkąd zostawiłam przeszłość za sobą.  Przeszłość pełną mrocznych tajemnic i układów. Jeśli któryś nocny łowca,  myśli że naprawdę zna Clave, jest największym idiotą na tej planecie. Myślę,  że można by nawet przyznawać za to certyfikat.
Tak czy inaczej,  wyjechałam w poszukiwaniu odpowiedzi. Myślałam,  że NY mi w tym pomoże. Taaaaa...Jasne... Zamiast tego dostałam najbardziej zapatrzonego w siebie, aroganckiego i bezmózgiego palanta jakiego w życiu spotkałam.  A mianowicie Jace'a Wayland'a.

***********
Po jakże owocnej rozmowie z przeuroczym blondynem udałam się do mojego pokoju, by ogarnąć się po całym dniu spędzonym w oranżerii. Założyłam czarne spodnie,  t-shirt z nadrukiem i kardigan.  Na ręce zapięłam pasujący do zestawu zegarek. Rozczesałam poplątane włosy,  usta pomalowałm jasnoróżowym blysczykiem, a rzęsy przyciągnęłam maskarą. Zerknęłam na zegarek. Do kolacji zostało 20 minut.  Chyba czas przemowić Jace'owi do rozumu.
***Jace***
Z rozmyślań wyrwa mnie pukanie.  Z  niechęcią podchodzę do drzwi. 
- Stęskniłaś się? - pytam, uśmiechając się uwodzicielsko do brunetki, która postanowiła złożyć mi wiytę.
Sydney nie czekając na zaproszenie przepycha się obok mnie i staje pod ścianą. 
-Musimy pogadać- jej ton jest oschły, całkowicie inny od tego, którym mówiła do mnie w oranżerii.
- Coś się stało,  kotku?
- Przestań, okey? Nie jestem twoją dziewczyną, a już na pewno nie kotkiem. -mówi z odrazą-Nawet Cię nie lubię.  Uważam, że jesteś irytującym, zapatrzonym w siebie egoistą. 
Wygląda tak pociągająco, gdy się denerwuje.  Kiedyś takie mi się podobały. Było to zanim poznałem Clary... Ona jest inna. Przy niej ja jestem inny... Och, Jace, zlituj się! Clary to twoja S I O S T R A! Ogarnij się człowieku!  
- Nie chcę ci przeszkadzać,  tak więc po prostu odwal się ode mnie, a wszyscy będziemy szczęśliwi,  jasne? - kończy Sydney
Muszę zapomnieć o Clary. To nigdy się nie uda. Muszę brać to co mam przed sobą. 
Patrzę w tajemnicze oczy brunetki, które przenikają mnie na wylot. Przenoszę wzrok, na jej pełne wargi.  Sposób w jaki przygryza wargę jest taki seksowny. Chcę ugryźć tą wargę. 
Podchodzę do zdezorientowanej dziewczyny i całuje ją.  Całuję ją, bo nie mogę juz dłużej wytrzymać. 
***Clary*** 

    Wchodzę pokoju Jace'a bez pukania, tak jak to zwykle robię, ale to co tam widzę dosłownie zwala mnie z nóg. Jace przypiera Sydney do ściany i... O mój Boże... On się z nią całuje. Nie mogę w to uwierzyć.  Moja krew wrze.
 -Przepraszam, że przeszkadzam wam w  tej pięknej dla was chwili ,ale jest już kolacja.- staram się by mój głos brzmiał pewnie i obojętnie,  ale moje wysiłki spełzają na niczym.
 Odwracam się i zamykam za sobą drzwi, a stopy kierują mnie do mojego pokoju. Muszę poukładać sobie w głowie to, co przed chwilą zobaczyłam.

***Sydney***

Gdy w końcu wyrywam się blondynowi, nie mogę złapać tchu. Nie mogę uwierzyć,  że on naprawdę to zrobił. I to zaraz po tym jak kazałam mu zostawić mnie w spokoju. Gniew sprawia, że daję chłopakowi z liścia. 
-Hej, za co to?- pyta zdezorientowany blondyn, pocierając dłonią zaczerwieniony policzek.
- Ostrzegałam, żebyś ze mną nie zadzierał, blondasku- szepczę z nienawiścią - Zrób to jeszcze raz a ktoś przez to ucierpi.
- Nie czekajcie na mnie z kolacją.  Zjem coś na mieście.- mówię
Rzucam jeszcze jedno, pełne odrazy spojrzenie w stronę Jace'a, po czym wychodzę z pokoju.
***Clary***

Mija chyba z pół godziny zanim rozlega się pukanie do drzwi.
-Hej czemu nie idziesz na kolacje? Czekamy tylko na ciebie.-mówi Izzy
-Nie mam ochoty na nic, nawet na kolacje. Zjedzcie beze mnie.
Stoję odwrócona tyłem do Izzy.
-No dobra jak chcesz.
Czarnowłosa odwraca się i wychodzi, zamykając za sobą drzwi. Idę do toalety umyć twarz bo jest cała czerwona od płaczu. Następnie przebieram się w strój do walki i wychodzę z pokoju, głośno trzaskając drzwiami. Wchodzę  do sali treningowe i biorę 4  Serafickie noże, by porzucać trochę do tarcz. Trafiam w sam środek. W tym jestem coraz lepsza.
Słyszę,  jak drzwi do sali się otwierają. Tak jak myślałam, to Sydney.
-Czego tu chcesz? Nie zapraszałam Cię. -mówię do dziewczyny, która stoi za moimi plecami.
-Przyszłam pogadać- powiedziała Sydney.
-Tak? A niby po co chcesz gadać? Jak chcesz być z Jace'm, droga wolna. Nie jestem już z nim, jak byś nie wiedziała i nie interesuje mnie twój związek z Jace'm, więc mnie do tego nie mieszaj! - wydzieram się do niej, a ona  tylko kręci głową.  Nie wytrzymuję i ze zdenerwowania, rzucam w nią serafickim ostrzem. Kiedy przelatuje obok jej głowy,  Sydney sprawnie chwyta go dłonią. Nóż zamiast trafić w ścianę zostaje w jej ręce.  Gdyby nie t, że mam ochotę wydrapać jej oczy, byłabym pod wrażeniem.
- Nie mieszaj się w moje życie! Chcesz to leć do Jace'a na skargę. Proszę, droga wolna. Nie interesuje mnie jego zdanie na ten temat!- rzucam na ziemię noże które trzymałam i wybiegam  z sali trzaskając drzwiami. Po drodze spotykam Jace'a, który szedł właśnie do pokoju treningowego. Wymijam go nie odzywając się ani słowem i opuszczam bramy instytutu.
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, kochani czytelnicy!
Z całego serca przepraszamy, że tyle to trwało,  ale koniec semstru, trzba podciagnąc oceny i wiecie jak to wygląda.  Jeszcze raz bardzo przepraszamy i mamy nadzieję,  że rozdział wam się podoba. Miałyśmy go podzielić,  ale z racji długich zaległości wstawiamy caly. Mamy nadzieję,  że skomentujecie, bo to sprawia, że na naszych twarzach pojawia się uśmiech,  a oprócz tego daje niezłego kopa do działania.
Do następnego :*
Ps. Dla ciekawych tak wyglądają pierścienie Sydney i Thomas' a ♡♡♡

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 1- Księga I

Z dedykacją dla Wery  i Ali,  które tak bardzo czekały na ten rozdział i zmotywowały mnie do napisania go. Dziękuję ♥ ♥ ♥
------------------------------------------------------------------------------------------
***Clary***
Obudziły mnie promienie słońca.  To zadziwiające,  że w tak krótkim czasie,  życie może się tak zmienić.  Jeszcze pół roku temu byłam zwyczajną nastolatką,  której największym problemem był złamany paznokieć czy brak ulubionego błyszczyka... Choć wiem,  że tak wiele zyskałam, mam wrażenie,  że jeszcze więcej straciłam... Gdyby nie Simon,  mój najlepszy przyjaciel,  chyba bym kompletnie  zbzikowała. Odkąd mieszkam w Instytucie,  on jest ostatnią, rzeczą, która pozostała mi z tamtego świata...

Od dnia, w którym Valentine uciekł,  moje życie kręci się wokół treningów i poszukiwań lekarstwa dla mojej mamy. Jak na razie bez żadnych efektów.  I choć wszyscy stracili już nadzieję ( no może,  za wyjątkiem Luke'a), ja dalej desperacko go szukam... Bo moja mama nie może tak po prostu odejść... Po prostu nie może...

-Clary??? Mama pyta czy chcesz naleśniki. - moje rozmyślania przerywa dziecięcy głosik.  

W drzwiach stoi Max z pytaniem wymalowanym na twarzy.  Razem z Marysne wrócili zaraz po tym jak Hodge nas zdradził i odszedł z instytutu. Dziś wraca Robert, więc cała rodzina Lightwood'ów jest bardzo podekscytowana.

- Jasne,  że chcę-mówię do malca z uśmiechem,  a on w podskokach biegnie do kuchni. 

Kochany szkrab... Odkąd pamiętam, marzyłam o tym,  żeby mieć brata... Kogoś kto droczyłby się ze mną i troszczyłby się o mnie...  I tak moje marzenie stało się największym koszmarem... Dlaczego to akurat Jace musiał okazać się moim bratem?!?!?! Jace, w którym tak bardzo jestem zakochana?!?!?!

- Clary, weź się w garść. To jest żałosne. -mówię do siebie.
Zwlekam się z łóżka i wychodzę z mojej sypialni. 
------------------------------------------------------------------------------------------

Kilka godzin później... Biblioteka instytutu...

Razem z Isabell, Alec'iem, Jace'm i Marysne od godziny czekamy  na powrót Roberta. Max też chciał brać udział w zebraniu, ale Marysne kazała mu zostać w pokoju. 

Zerkam na zegarek... Czekamy kolejne sekundy, minuty, a może nawet godziny, gdy w końcu z ponurej, pełnej napięcia  ciszy wyrywa nas radosny głos. 

-Tęskniliście?- W drzwiach stoi Robert z uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Podchodzi do Izzy, która przytula się mocno do ojca. Idąc na swoje miejsce klepie Aleca w ramię. 
-Musimy omówić parę spraw-zaczyna bardziej formalnym tonem-Podczas naszej nieobecności-tu zerka na Marysne-  narobiliście niezłego bałaganu- urywa, zerkając na mnie- Clarisso Morgenstern, to zaszczyt wreszcie Cię poznać.  Wiele o tobie słyszałem.  Natomiast jeśli chodzi o ciebie, Jace-patrzy z wyrzutem na chłopaka - porozmawiam sobie  z tobą później. Ahhhhhhh-wzdycha
- Zostawić was na trochę samych...W każdym bądź razie masz ogromne kłopoty.Clave myśli,  że współpracujesz  z Valentine'm. Chcą Cię oskarżyć o zdradę. Musisz udać się do Alicante na przesłuchanie albo będziemy mieć Inkwizytora na głowie. 

-A może spróbujmy go ukryć? ??- słowa wychodzą z moich ust zanim zdążę je powstrzymać.
- Bądź realistką, Clary. Jace nie może uciec. -gani mnie Alec- Będzie wtedy wyglądał na winnego. 
- A co jeśli Clave uzna to co zrobił za zdradę? ! Co jeśli...

Zgrzyt! 
Nerwowo zerkam na Isabell.
-Ktoś otworzył bramy Instytutu-szepcze bezgłośnie w odpowiedzi



Po chwili w bibliotece słychać odgłos rozchodzących sie po instytucie kroków. 
Widzę jak mięśnie Jace'a się napinają, a jego dłonie sięgają po broń.  Drzwi pomieszczenia otwierają się z hukiem, a z cienia wyłania się szczupła postać.  

Nocna Łowczyni...  Jej gęste, ciemne włosy kaskadami opadają na smukłe ramiona, które opina czarna skórzana kurtka.  Ma na sobie czarny sweter, a jej ciemne jeansy eksponują długie nogi.
Nonszalancko rozgląda się po sali. Obdarza nas znudzonym spojrzeniem swych błyszczących,  szarych oczu.
- Nazywam się Sydney Carstairs-jej głos jest wyniosły,  gdy rozchodzi się echem po pokoju- Chcę rozmawiać z kierownikiem instytutu.

W bibliotece rozlega się głośny śmiech. Zerkam w stronę Jace'a. Jego usta rozciągają się w  szerokim uśmiechu.
-Przepraszam,  że niby kim jesteś? ??- mówi,  a w jego głosie słychać rozbawienie.
Kręcę głową z powątpieniem. On się nigdy nie zmieni.  
-Jace Wayland,  a może raczej Jonathan Morgenstern-mówi nieznajoma pogardliwie, mrużąc oczy, które kryją tak wiele tajemnic.- Nie zadzieraj ze mną,  blondasku.-dodaje po czym obraca się na pięcie. 

- Czekam na zewnątrz-rzuca przez ramię,  a po chwili słyszymy tylko odgłos jej kroków. 
------------------------------------------------------------------------------------------

Kochani!  
Mamy nadzieję,  że święta upływają wam w spokojnej rodzinnej atmosferze. Życzymy wam również szczęścia, zdrowia i samych sukcesów w nowym roku 2015, choć mamy nadzieję,  że damy radę napisać coś jeszcze przed sylwestrem.
Przepraszamy że tak długo to trwało,  ale miałyśmy naprawdę nawał pracy w ostanich tygodniach.

niedziela, 30 listopada 2014

Prolog

To już dziś.... Dziś moje 18 urodziny..... Jej! Sydney ma osiemnastkę!!! Hura!!!!
Nie.... to nie dla mnie....
Nie mówię,  że nie lubię urodzin....Chodzi mi bardziej, o to co się łączy z 18 urodzinami... Dorosłość i te sprawy.... Tak naprawdę ten dzień nie zmieni mojego życia w coś wspaniałego.... Moje czyny wcale nie staną się odpowiedzialne,  ani nie oderwę się od codziennych problemów... Może i inni,  trochę bardziej zaczną się liczyć z moim zdaniem i poczuję,  trochę tej upragnionej pełnoletności, ale nic poza tym.... Przeciwnie, przyjdzie odpowiedzialność.... I wtedy zacznę tęsknić za czasmi, kiedy moim najwiekszym problemem była popsuta zabawka, czy brak ulubionego lakieru do paznokci...
Choć dorosłość ma też plusy. Od dziś będę niezależna...
***
-Nowy Jork??? Na pewno chcesz tam jechać???
Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego przyjaciela.
Rozejrzałam się po łące.  Byli tu wszyscy, których kochałam.... Moi przyjaciele, rodzina.....

Muszę zapamiętać delikatną Melissę w błękitnej suknii, którą ubrała na mój wczorajszy bal... Błysk w oku Will'a... Moc uścisku mamy....Dumę mojego taty.... A przede wszystkim uśmiech Tom'a, który rozjaśnia nawet najciemniejszą noc....

Muszę zapamiętać ich wszystkich,  bo nie wiem, kiedy ich znowu się zobaczymy.....

Do moich uszu dotarł radosny śmiech....To Aaron i Aria łapali motyle...

Będzie mi brakowało tych szkrabów....Będzie mi brakowało ich wszystkich....

Kiwam głową.
Tom przyciąga mnie do siebie, a ja zatapiam się w jego uścisku.
-Będę za tobą tęsknić - szepczę
- Ja za tobą też,  skarbie. Ja za tobą też.
Z żalem odrywam się od tak dobrze znanych mi ramion i podchodzę do lśniącej powierzchni Portalu.
- Niedługo się zobaczymy,  Syd- słyszę głos Thomasa, a mnie pochłania błękit Bramy
____________________________________________________________________
Hej! Mam na imię Ada i razem z Kingą będę prowadzić tę kontynuację   Miasta Kości.
Ja będę pisać z punktu widzenia Sydney  i Jace'a, a Kinga wcieli się w postać Clary.
Mam nadzieje,  że spodobają wam się nasze  wypociny i skomentujecie ;)
Ps. Przyjmujemy krytykę ;)