2 tygodnie wcześniej...
- To Clave Cię tu przysłało??? Chodzi o Jace'a???-podenerwowany głos czterdziestolatka rozniósł się echem po korytarzu
- Nie twój interes. Zadanie powierzone mi przez starszych jest tajne.
- Znajdujesz się w moim domu, więc uważam, że raczej mój.
- Nie sądzę. Tak czy inaczej zostaję w Instytucie, czy Ci się to podoba czy też nie. I nic na to nie poradzisz, Robercie.
- Czyżby, Samantho?-usta mężczyzny rozciągają się w złośliwym uśmiechu, jakby wiedział, że trafił w czuły punkt.
- Oni nie mogą się dowiedzieć, jasne?
-A co jeśli poznają prawdę?
- W twoim interesie jest, żeby jej nie znali, Robercie-Nastolatka szepcze z nienawiścią- Pamiętaj, że znam twój mały sekrecik. Piśnij choć słowo, a pożałujesz...
Aktualnie...
Tak czy inaczej, wyjechałam w poszukiwaniu odpowiedzi. Myślałam, że NY mi w tym pomoże. Taaaaa...Jasne... Zamiast tego dostałam najbardziej zapatrzonego w siebie, aroganckiego i bezmózgiego palanta jakiego w życiu spotkałam. A mianowicie Jace'a Wayland'a.
***********
-Przepraszam, że przeszkadzam wam w tej pięknej dla was chwili ,ale jest już kolacja.- staram się by mój głos brzmiał pewnie i obojętnie, ale moje wysiłki spełzają na niczym.
Odwracam się i zamykam za sobą drzwi, a stopy kierują mnie do mojego pokoju. Muszę poukładać sobie w głowie to, co przed chwilą zobaczyłam.
-Hej czemu nie idziesz na kolacje? Czekamy tylko na ciebie.-mówi Izzy
-Nie mam ochoty na nic, nawet na kolacje. Zjedzcie beze mnie.
Stoję odwrócona tyłem do Izzy.
-No dobra jak chcesz.
Czarnowłosa odwraca się i wychodzi, zamykając za sobą drzwi. Idę do toalety umyć twarz bo jest cała czerwona od płaczu. Następnie przebieram się w strój do walki i wychodzę z pokoju, głośno trzaskając drzwiami. Wchodzę do sali treningowe i biorę 4 Serafickie noże, by porzucać trochę do tarcz. Trafiam w sam środek. W tym jestem coraz lepsza.
Słyszę, jak drzwi do sali się otwierają. Tak jak myślałam, to Sydney.
-Czego tu chcesz? Nie zapraszałam Cię. -mówię do dziewczyny, która stoi za moimi plecami.
-Przyszłam pogadać- powiedziała Sydney.
-Tak? A niby po co chcesz gadać? Jak chcesz być z Jace'm, droga wolna. Nie jestem już z nim, jak byś nie wiedziała i nie interesuje mnie twój związek z Jace'm, więc mnie do tego nie mieszaj! - wydzieram się do niej, a ona tylko kręci głową. Nie wytrzymuję i ze zdenerwowania, rzucam w nią serafickim ostrzem. Kiedy przelatuje obok jej głowy, Sydney sprawnie chwyta go dłonią. Nóż zamiast trafić w ścianę zostaje w jej ręce. Gdyby nie t, że mam ochotę wydrapać jej oczy, byłabym pod wrażeniem.
- Nie mieszaj się w moje życie! Chcesz to leć do Jace'a na skargę. Proszę, droga wolna. Nie interesuje mnie jego zdanie na ten temat!- rzucam na ziemię noże które trzymałam i wybiegam z sali trzaskając drzwiami. Po drodze spotykam Jace'a, który szedł właśnie do pokoju treningowego. Wymijam go nie odzywając się ani słowem i opuszczam bramy instytutu.
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, kochani czytelnicy!
Z całego serca przepraszamy, że tyle to trwało, ale koniec semstru, trzba podciagnąc oceny i wiecie jak to wygląda. Jeszcze raz bardzo przepraszamy i mamy nadzieję, że rozdział wam się podoba. Miałyśmy go podzielić, ale z racji długich zaległości wstawiamy caly. Mamy nadzieję, że skomentujecie, bo to sprawia, że na naszych twarzach pojawia się uśmiech, a oprócz tego daje niezłego kopa do działania.
Do następnego :*
Ps. Dla ciekawych tak wyglądają pierścienie Sydney i Thomas' a ♡♡♡