Aktualności

Rozdział 23 pojawi się do 10 maja.
-adeczka45
edit: 24.04.2016

niedziela, 8 maja 2016

Rozdział 23 - Księga I

***Sydney***
     -Liczę do trzech, Alexandrze - rzucam z irytacją- Potem już nie będę taka miła.
     Brunet przykrywa swoją twarz poduszką, jęcząc w nią żałośnie.
     - Nigdzie się stąd nie ruszam. - burczy
     W odpowiedzi przewracam oczyma, szarpiąc brzeg jego kołdry. Chłopak jednak pociąga ją z powrotem w swoją stronę.
     - Raz. - liczę, tupiąc nogą z niecierpliwością - Dwa. - Znów próbuję odebrać niebieskookiemu przykrycie, lecz ten uparcie o nie walczy. - Trzy. Wstawaj, Alec. - mówię, opierając dłonie na biodrach. - Rusz ten leniwy tyłek.
     Całkowicie ignorując moją osobę, nocny łowca obraca się z boku na bok, wtulając twarz głębiej w poduszkę.
     - Sam tego chciałeś - warczę z irytacją, po czym wychodzę z pokoju
    Po chwili wracam z dzbankiem pełnym lodowatej wody. Z chytrym uśmiechem, zakradam się w kierunku młodego Lightwood'a.
    Ciecz z pluskiem ląduje na jego głowie, przemaczając do suchej nitki pościel oraz szary t-shirt, w który ubrany jest brunet.
     Jednak nawet ta metoda nie jest w stanie wyciągnąć go z łóżka.
     Zrezygnowana opadam na łózko, bezczynnie wpatrując się w sufit.
     -Dlaczego nie chcesz, żebym powiedział rodzicom?- pyta Alec po chwili milczenia.
     - A dlaczego ty nie chcesz się zwlec z łóżka? - odpowiadam pytaniem na pytanie
     - Nie należę do rannych ptaszków. - mruczy pod nosem - Twoja kolej.
     - Moja kolej? Na co? - Słodki uśmiech rozlewa się na moich ustach, kiedy zawzięcie mrugam rzęsami.
     - Nie udawaj głupiej, Sydney - mówi, podnosząc się do pozycji siedzącej - Odpowiedz na moje - dodaje, spoglądając w moje oczy.
     Przez chwilę toczymy walkę na spojrzenia, w której żadne z nas nie chce odpuścić.
     - Zawrzyjmy układ. - mruczę, wciąż nie przerywając kontaktu wzrokowego - Jeśli zwleczesz się z łóżka i przyłożysz do treningu odpowiem na jedno twoje pytanie.
     Słysząc moją ofertę, brunet parska śmiechem.
     - Jedno pytanie? To za mało. - odpowiada z przekąsem - Chcę pięciu.
     Teraz to ja nie potrafię powstrzymać się od parsknięcia.
     - Nie ma takiej opcji. Jedno pytanie.
     - Cztery. - licytuje się Alec
     - Jedno.
     - Cztery.
     - Dwa. Niech stracę. - mruczę z irytacją
     Chłopak jednak się nie poddaje.
     - Trzy.
     - Dwa.
     - Cztery.
     - Dwa.
     -Pięć.
     Patrzę na niebieskookiego z politowaniem.
     - Jedno. - rzucam tylko
     - Dobra, niech będą dwa! - burczy brunet z nadąsaniem, na co uśmiecham się z wyższością - Ale musisz udzielić jasnej i zgodnej z prawdą odpowiedzi.
     - Skoro muszę - narzekam, wznosząc oczy ku niebu - A teraz wstawaj. Na odpowiedzi przyjdzie czas po treningu.
     Brunet z beztroskim uśmiechem wyskakuje z łóżka i dłonią odgarnia ociekające wodą kosmyki, które cisną mu się do oczu.
     - Zacznijmy ten trening.
***
     - Zasada numer jeden - mój donośny głos rozchodzi się echem po sali - Zawsze. - mówię, podnosząc sztylet z podłogi. Biorę szybki zamach, celując. - Bądź. -kontynuuję, wypuszczając broń w stronę ściany wspinaczkowej, z której aktualnie korzysta Alec - Przygotowany.
     Z ust bruneta ucieka cichy okrzyk, kiedy w ostatniej chwili uchyla się przed szybującym nożem. Ostrze wbija się w drewnianą płytkę w odległości dwóch centymetrów od jego głowy.
    - Co to miało być, Syd? - pyta wściekle.
    Wzruszam ramionami.
    - Zasada numer jeden. - odpowiadam ze słodkim uśmiechem
    Alec schodzi kilka metrów w dół przy użyciu lin i haków, po czym zeskakuje na ziemię.
    - Nie podoba mi się ta zasada. - oświadcza stanowczo
    - Nie musi Ci się podobać. - tłumaczę - Liczy się tylko to, że masz za zadanie ją stosować. - dodaję, udając się w kierunku najtrudniejszej części ścianki. Teraz moja kolej na wspinaczkę. - 20 okrążeń - nakazuję
     Lightwood wydaje udręczony bieg, po czym rozpoczyna bieg wokół sali.
     Ściągam gumkę do włosów z nadgarstka, po czym związuję nią włosy w niedbałego kucyka, Pozwalam by kilka luźnych pasm, łagodnie okalało moją twarz, kiedy stawiam bosą stopę na wystającym kamieniu. W tej części nie występują liny ani haki. Jestem tu tylko ja i naga skała. Idealnie.
     W zamyśleniu umieszczam dłonie w wgłębieniach w wyższej partii ścianki, podrywając się w ten sposób z ziemi. Szybko pokonuję kolejne metry, aż docieram do końca nawisu skalnego.
     - Szybciej, Alec! - krzyczę, wdrapując się na czubek występu. Kucam, lekko balansując na krawędzi. 
     Chłopak przyspiesza, o włos nie potykając się o własne stopy. Jego głośne dyszenie świadczy o tym, że jest u kresu wytrzymałości. Czeka nas dużo pracy, myślę, obserwując jak staje w miejscu , ukończywszy 20 okrążenie. W wycieńczeniu brunet opiera dłonie na kolanach, zginając się w pół.
     - Co teraz?- sapie cicho, szukając mnie wzrokiem - Syd?
     - Tu jestem. - rzucam, przyciągając jego uwagę.
     Alec w przerażeniu wytrzeszcza oczy, kiedy w końcu mnie zauważa.
     - Zabijesz się, Sydney - mówi zszokowany - Złaź  stamtąd.
     Uśmiecham się beztrosko słysząc jego słowa.
     - Nic mi nie będzie, Al.
     - Proszę, zejdź na dół, Syd - błaga. W jego oczach dostrzegam czystą udrękę.
     Przewracam oczami. Rozglądam się po sali, szukając jakiego ekscytującego sposobu zejścia ze ścianki. Trochę niżej, w odległości około pięciu metrów, znajduje się zawieszona pod sufitem, obręcz gimnastyczna. Uśmiecham się pod nosem, kiedy wzrok Alec'a podąża za moim, sprawiając, że na twarzy bruneta pojawia się panika. Krew odpływa z policzków nocnego łowcy, domyślając się co zamierzam zrobić.
     - Sydney, nawet nie... - urywa, kiedy mocno odpycham się od skalnego nawisu. Lecę, wyciągając ramiona przed siebie, by za chwilę mocno złapać się metalowego okręgu. Dłońmi chwytam się dolnej części, wykonując dwa obroty w powietrzu, Ponowne znalezienie się na ziemi, kosztuje mnie już tylko podwójne salto w tył. - ...próbuj. - kończy chłopak, kiedy, ląduję na ziemi, w niskim przysiadzie.
     Adrenalina krąży w moich żyłach, wywołując ogromny śmiech na moich usta. Wolnym krokiem podchodzę do Alec'a, który wpatruje się we mnie z oszołomieniem.
    - Urwałaś się z cyrku, czy co? - pyta po chwili milczenia
    Parskam śmiechem, posyłając mu sójkę w bok, przez co chłopak odwzajemnia mój uśmiech.
    - Czy to twoje pierwsze pytanie?
    - Nie. Moje pierwsze pytanie pozostaje bez zmian.
    Słysząc jego odpowiedź, spuszczam wzrok.
    - Alec... - zaczynam cicho, lecz nie dane jest mi skończyć.
    - Po prostu odpowiedz, Syd. - mruczy pod nosem
    Wzdycham cicho przeczesując włosy palcami. Bezmyślnie wpatruję się w podłogę, unikając w ten sposób wzroku czarnowłosego.
    - Proszę, Sydney.- dodaje cicho
    Głęboki smutek w jego głosie, sprawia, że po chwili ciszy spoglądam mu w oczy. W jego spojrzeniu dostrzegam ból, przygnębienie i niepewność. I w tej jednej, krótkiej chwili chcę zrobić coś coś czego nigdy nie chciałam zrobić w stosunku do nieznajomej mi osoby. Chcę go przytulić, pozwolić mu oprzeć głowę na moim ramieniu, wtulić twarz w moją szyję.
     - Chcę wiedzieć.
    Biorę głęboki oddech, odgradzając się od niechcianych myśli i uczuć. Są teraz naprawdę ostanią rzeczą jakiej potrzebuję.
     - Nie masz pojęcia, co robi twój ojciec w Idrysie, prawda?- zaczynam delikatnie.
     - Wiemy to co nam mówi: pracuje nad tajnym projektem dla Clave.
     Słysząc te słowa, parskam mrocznym śmiechem.
     - Jego badania może i są tajne, ale na pewno nie zlecone przez Clave. - mówię z powątpieniem - Pracują nad czystością krwi Nocnych Łowców. - dodaję cicho
     - Oni? - pyta brunet dociekliwie
     - Zjednoczony krąg. - odpowiadam po chwili wahania
     - Co?! - Chłopak wytrzeszcza oczy. - Krąg się zjednoczył? - kontynuuje szeptem.
     W odpowiedzi kiwam głową.
     - Czy Rada o tym wie?
     Patrzę na niego z politowaniem.
     - Myślisz, że gdyby o tym wiedzieli, twój ojciec wciąż by żył?
     Brunet puszcza moje pytanie mimo uszu.
     - Mówiłaś, że badają naszą czystość krwi. Co masz przez to na myśli?
     - Próbują stworzyć perfekcyjnych nocnych łowców. Testują mieszanie krwi, eksperymentują na już istniejących mieszańcach.  Ich celem jest wytępienie tych niedoskonałych i zastąpienie ich ulepszonymi wersjami.
     - Chcą stworzyć perfekcyjny gatunek.- szepcze oszołomiony Alec - W ich mniemaniu jestem wadliwym egzemplarzem, huh? - pyta z gorzkim uśmiechem
     - Nie chcesz przedłużyć linii czystej krwi. - mówię cicho - Uważają, że to wada, której nie można zaakceptować.
     - Moja matka też w tym siedzi? -W jego głosie ból miesza się z wściekłością i rozgoryczeniem.
     - Wie o ich działalności.
     - Nie mogę w to uwierzyć. -warczy po chwili - Nie wierzę, że wie o tym i nic z tym nie robi. Po prostu nie wierzę! - Jego dłonie zaciskają się w pięści, ukazując poziom jego gniewu. Odwraca się na pięcie, po czym rusza w kierunku worka treningowego, pragnąc wyładować na nim swą złość.
     Zanim jednak dociera do urządzenia, zatrzymuje się wpół kroku.
     - Ty wiedziałaś. - rzuca lodowatym tonem
     Odwraca się ponownie w moją stronę, a ja mogę dostrzec furię w jego oczach.
     - Jak długo o tym wiesz, Sydney?! Jak długo?! - krzyczy wzburzony
     Milczę, unikając jego spojrzenia. Chłopak rusza do mnie szybkim krokiem.
     - Kto jeszcze o tym wie?!
     - Członkowie kręgu - ci nowi i starzy; - mówię, głośno przełykając slinę - James, Thomas i... - urywam w połowie zdania
     - I kto?! Kto do cholery, na to pozwala?! - Podszyty furią głos nocnego łowcy, sprawia, że przerażona odpowiadam na pytanie.
     - Inkwizytor. - wypalam cicho
     - No to są chyba jakieś jaja. - rzuca Alec, wplatając palce we włosy - Nie sądziłem, że Inkwizytor może być aż takim tchórzem.
     Słysząc sposób w jaki mówi o mężczyźnie, mocno zaciskam szczęki. Nikt, ale to nikt nie będzie go nazywał tchórzem.
     - Jeśli jeszcze raz - warczę wściekle, podchodząc w stronę bruneta -  nazwiesz mojego ojca tchórzem, to przysięgam, żę...
     - Twojego ojca? - wyłapuje brunet, otwierając oczy w szoku.
     Zastygam w bezruchu orientując się co właśnie powiedziałam. Blednę, uważnie obserwując zachowanie niebieskookiego.
     Chłopak parska mrocznym śmiechem, od którego przechodzi mnie zimny dreszcz.
     - Nie wierzę, że wcześniej tego nie zauważyłem.- mówi szorstko - W końcu jesteś taka perfekcyjna!!!- krzyczy, akcentując ostatnie słowo. - To stąd wiesz o tym wszystkim, co? Pozwalasz kręgowi wzorować się na sobie?!
     Słysząc jego słowa, milczę wpatrując się w niego z niedowierzaniem.
     - Alec, ja...
     - Skończ.- syczy- Jesteś nie lepsza niż moi rodzice.- Jego głos ocieka czystą nieposkromioną nienawiścią.
     Chłopak, rusza w stronę wyjścia z pomieszczenia, szturchając mnie po drodze barkiem. Odwracam się, patrząc jak oddala się ode mnie. Odchodząc, Alec przystaje w progu, spoglądając na mnie przez ramię.
     - Życzę miłego dnia, Samantho. - rzuca z pogardą, wychodząc z sali.
--------------------------------------------------------------------
Hej, słoneczka!
Mam nadzieję, że rozdział się podoba. Dzisiaj dużo Salec'a ( tak specjalnie dla ciebie Wera :*), ale przynajmniej coś się dzieje xD.
Nowy rozdział prawdopodobnie 22 maja.
Komentujcie, proszę !!!
Całusy, 
-adeczka45

piątek, 6 maja 2016

LBA

Bardzo dziękuję Mani Mai z http://ukrytetajemnice.blogspot.com/  oraz A. Fairchild - Herondale z http://all-the-legends-are-true.blogspot.com/ za nominacje :*

Oto 22 fakty o mnie:
  1. Moim ulubionym owocem jest mango.  Herbaty z mango, sorbety z mango, mango suszone, mango mrożone, żelki o smaku mango, napoje o smaku mango, czekolada z kawałkami mango, mango z malinami, ciastka z mango - kocham wszystko co zawiera w sobie mango ( chyba, że jest zrobione z mięsa xD). Kiedy widzę na opakowaniu mango, od razu to kupuję produkt ( choć czasami po zakupie, okazuje się, że to jednak byłą morela XD).
  2. Nie umiem tańczyć. Jest to chyba jedyna aktywność związana ze sztuką, w której jestem naprawdę beznadziejna. Chociaż Just Dance jest moim nałogiem <3.
  3. Kocham seriale. Moje ulubione to The Stitchers i The 100. Bellarke jest moim życiem <3
  4. W przyszłości chcę zostać lekarzem. Marzy mi się onkologia albo neurochirurgia.
  5. Jestem strasznym dzieckiem. Serio.
  6. Kocham pisać ołówkiem. Miękkim lub automatycznym.
  7. Lubię pisać listy. Ołówkiem.
  8. Uwielbiam gotować i testować nowe przepisy znalezione na Instagramie i YT. Choć najbardziej w procesie gotowania kocham JEDZENIE <3.
  9. Źle wyglądam w okularach przeciwsłonecznych. Każdych.
  10. Jestem jedną z tych grzecznych dziewczynek. A tak przynajmniej twierdzą 5SOS w Good Girls <3.
  11. Nie lubię zwierząt. Choć może bardziej się ich boję?
  12. Wbrew punktu nr 10 chcę kupić sobie żółwia. I nazwę go Cameron.
  13. Uwielbiam imię Cameron. Czyż to nie piękne imię?
  14. Za dużo myślę.  Naprawdę.
  15. Kiedy piszę rozdziały, najpierw układam dialogi po angielsku, a potem tłumaczę je na polski. Co czasem jest niewykonalne XD. Kocham was, idiomy <3.
  16. Jestem weganką od.... tygodnia xD. Od dłuższego czasu byłam wegetarianką, dążącą w stronę weganizmu. I miejmy nadzieję, że weganką już pozostanę do końca moich dni.
  17. Mam na drugie imię Diana. Urodziłam się by być królową.
  18. W podstawówce chodziłam do klasy sportowej. A w sporcie jestem naprawdę beznadziejna. Uwierzcie mi na słowo.
  19. Moje oczy są szaro - niebieskie. Dostosowują się do koloru mojego ubrania XD.
  20. Jestem straszną panikarą. Co bardzo utrudnia mi życie.
  21. Mam 1,68 m wzrostu, a rozmiar mojej stopy wacha się od 39 do 40.5. Nie wiem po co o tym wam mówię XD.
  22. Zamierzam napisać jeszcze 3 księgi na tym blogu. Dwie o Sydney, trzecia będzie niespodzianką. O ile będziecie jej chcieli :*

Jeszcze raz bardzo dziękuję za nominacje <3.
Nominuję:
Werę i Alę z http://bo-kochac-to-niszczyc.blogspot.com/
A. Fairchild - Herondale z http://all-the-legends-are-true.blogspot.com/( tak, wiem łamię zasady)
Manię Maię z http://ukrytetajemnice.blogspot.com/ ( ponownie je łamię XD)
Lady Herondale z https://milosc-po-prostu-jest.blogspot.com/
Elenę Herondale z http://opowiesc-eleny.blogspot.com/
Charlotte Dowell z http://dwatygodniee.blogspot.com/
Paulinę patrycję z http://the-mortal-instruments-another-story.blogspot.com/
Rosedriah z http://dary-aniola-fanfiction.blogspot.com/
Coco Deer z http://malecszklanypantofelek.blogspot.com/
Nyks de La Rose z http://the-infernal-devices-ff.blogspot.com/

Waszym zadaniem jest wymienienie 11 najważniejszych rzeczy, które chcecie zrobić przed śmiercią.
Proszę, o poinformowanie mnie o wypełnionej nominacji :).
Powodzenia, Nocni Łowcy!
-adeczka45




niedziela, 24 kwietnia 2016

Rozdział 22 Część 2-Księga 1

OGŁOSZENIA PARAFIALNE
Mam dla was dwie ważne wiadomości:
     Po pierwsze: Z przyjemnością chciałabym ogłosić, że do blog ma nowego współtwórcę!!! Julia będzie zajmować się wcielać w postać Clary, fragment jej pracy pojawia się w jej dzisiejszym rozdziale. Mam nadzieję, że powitacie ją radością, a także, że spodoba się wam jej styl pisania i historia, którą zamierza wam opowiedzieć.
     Po drugie: Przepraszam was, misie za tak długą nieobecność, ale w ciągu kilku ostatnich tygodni naprawdę dużo się u mnie działo. Musiałam poukładać kilka spraw, kilka wciąż czeka na ich rozwiązanie. Z tego powodu musiałam odpuścić sobie trochę bloga, za co was bardzo przepraszam. Zniknęłam również ze strefy czytelniczej. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe. Od dnia dzisiejszego postanawiam jednak powrócić na bloggera. A co za tym idzie:
  • Od dzisiaj rozdziały będą się pojawiać REGULARNIE, czyli co DWA tygodnie, w NIEDZIELE o godzinie 20:00. 
  • Jeśli czas mi na to pozwoli, nie wykluczam, faktu, że rozdziały mogą się pojawiać wcześniej. 
  • O każdej zmianie w terminie wstawienia rozdziału będę was informować na bieżąco, pod rozdziałem lub w specjalnie przeznaczonej do tego przestrzeni na blogu.
  • Jeśli chcecie być informowani o wstawieniu nowego rozdziału na bieżąco, proszę o podanie adresu e-mail lub innej formy kontaktu w komentarzu pod tym postem!
Nie przedłużając, zapraszam do czytania :*
-adeczka45

***Clary***

     Chłodne wieczorne powietrze, wypełnia szklarnię, wpadając do pomieszczenia przez otwarte drzwi.
     Wiosna w tym roku nie należy do najcieplejszych, myślę, z całej siły starając się odgonić myśl, która kołata się w mojej głowie od paru dobrych dni.
     Muszę porozmawiać z Jace'm. Muszę z nim porozmawiać. Muszę, muszę, muszę.
     Nieważne jak bardzo boję się tej rozmowy, jego reakcji. Musi poznać prawdę. Wystarczająco długo żyliśmy w kłamstwie, raniąc siebie nawzajem. 
     Wzdycham cicho i ruszam korytarzami Instytutu Pomimo faktu, że moje dłonie drżą, a serce wali w mojej piersi, nieugięcie kieruję się w stronę pokoju Jace'a. Staję, przed wejściem, moja dłoń zawisa w powietrzu. Toczę wewnętrzną walkę z samą sobą. Zdenerwowanie wygrywa to starcie, lecz dokładnie w momencie, kiedy mam się wycofać, drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem. W progu stoi Jace. Zastygam w miejscu, wpatrując się w niego z konsternacją.
     - Clary? - pyta cicho. Po jego zazwyczaj niewzruszonej twarzy przebiega cień smutku i zaskoczenia.  - Co tu robisz? - dodaje po chwili, wpatrując się we mnie wyczekująco.
     Przełykam ciężko ślinę i przymykam na chwilę oczy, nie wiedząc od czego zacząć. 
     -Musimy porozmawiać, Jace - szepczę cicho,  ponownie spoglądając w jego oczy. 
     W odpowiedzi chłopak wycofuje się tylko w głąb pokoju, robiąc mi miejsce w drzwiach. Zdenerwowana wchodzę do jego pokoju, nerwowo bawiąc się palcami. Jace wskazuje dłonią łóżko, sugerując, żebym na nim usiadła.  On za to opiera się o ścianę na przeciwko mnie, czekając na wyjaśnienia. 
     - Pamiętasz moment, kiedy dowiedzieliśmy się, że jesteśmy rodzeństwem? - zaczynam niepewnie, przerywając nieznośną chwilę ciszy.
     Ryzykuję, szybki rzut okiem w jego stronę. Jego twarz stężała, przybierając wyraz lekkiej irytacji.
     Od razu żałuję, że na niego spojrzałam
     - Dlaczego poruszasz akurat ten temat? - pyta Jace.
     W jego głosie wychwytuję nutkę rozgoryczenia. Spuszczam wzrok, nie mogąc dłużej patrzeć w jego smutne oczy. 
     - To było kłamstwo - szepczę cicho. Mój głos drży, zdradzając stopień mojego zdenerwowania
     - Clary... - wzdycha Jace, przeczesując włosy dłonią. - Skąd możesz to wiedzieć?
     W jego słowach ból, zlewa się z udręką i bezgraniczną tęsknotą, którą mogę odczytać teraz z jego twarzy.
     - Sydney wszystko mi wyjaśniła. Nie jesteśmy rodzeństwem... Nigdy nie byliśmy....
     - Przestań - warczy,przerywając moją wypowiedź. Przenosi spojrzenie swoich złotych oczu, rozpaczliwie wpatrując się w świat za oknem.
     - C-czemu miałabym? - pytam, podnosząc się z łóżka
     - Clary, uzgodniliśmy coś- mruczy zirytowany, wracając spojrzeniem do moich oczu- Uzgodniliśmy, że zapomnimy o sobie. O tym co się wydarzyło.- złość w jego głosie, sprawia, że do moich oczu napływają niechciane łzy.- Nie możemy być razem. Pogódź się z tym, Clary- mówi, odsuwając się ode mnie - Ja zrobiłem to już dawno.-dodaje szeptem
      - Jace...-zaczynam
      -Nie- przerywa mi- Po prostu stąd wyjdź.
     -Myślałam, że mnie kochasz... - mówię bezsilnie, kiedy gorące łzy spływają po moich policzkach
     W jego oczach nie zauważam ani krzty ciepła.
     - Nie-odpowiada, kręcąc głową - Nie kocham Cię. Przestań być taka naiwna-dodaje, trafiając prosto w moje serce.
     Cofam się o krok, pod wpływem niewidzialnego uderzenia, które posłał w moją stronę. Drżę, kiedy wypadam przez drzwi, z całej siły powstrzymując się, żeby zatrzymać głośny szloch, kiełkujący w mojej piersi
     -Zapomnij o mnie tak jak ja zapomniałem o tobie.- słyszę jeszcze, zanim drzwi zamykają się z hukiem, a łzy, całkowicie przesłaniają mi pole widzenia.
***
     Tej nocy nie spałam. Siedziałam na łóżku, wpatrując się w ciemność i wsłuchując się w dźwięk mojego spokojnego oddechu.
     Siedziałam, nie uroniwszy ani jednej łzy.
***
Następnego ranka...
***Sydney***
     Z cichym jękiem rozchylam ciężkie powieki. Siadam na łóżku, przecierając wierzchem dłoni zaspane oczy. Rozglądam się po moim pokoju, starając się określić jak długo byłam nieprzytomna. Krzywię się lekko, kiedy uświadamiam sobie, że właśnie nazwałam pokój w nowojorskim instytucie MOIM pokojem. Uleczenie James'a chyba nieźle namieszało mi w głowie.
     Na łóżku po mojej prawej stronie śpi Tom. Jego równomierny oddech unosi delikatnie pasma moich włosów. Unoszę dłoń, po czym gładzę palcami jego policzek, który pokrywa kilkudniowy zarost. Ciemne cienie pod oczami świadczą o tym, że jest naprawdę wycieńczony. Prawdopodobnie spędził kilka poprzednich nocy czekając aż się obudzę.
     Uśmiecham się lekko, a następnie powoli zwlekam się z łóżka. Mój ciało wciąż jest bardzo obolałe, nie umiem, więc powstrzymać cichego sapnięcia, kiedy już stoję na własnych nogach. Ktoś mnie umył i przebrał, pozbywając się w ten sposób krwi James'a z mojej skóry. Zaciskam mocno powieki, zastanawiając się jak Jay się czuje. Do tej pory powinien już się ocknąć.
     Wchodzę do łazienki, gdzie biorę ciepły prysznic. Woda spłukuje ze mnie częściowe zmęczenie, kojąc moje nerwy. Po kąpieli zakładam na siebie jeden z t-shirtów Tommiego i  wycieram mokre włosy ręcznikiem. Spoglądam na siebie w lustrze. Cienie pod oczami wyraźnie odznaczają się na tle mojej bladej skóry. Wzdycham cicho, zaplatając wilgotne kosmyki w luźny warkocz, po czym opuszczam łazienkę, z trzaskiem zamykając drzwi.
     - Syd?- zaspany głos Tom'a, dochodzi do moich uszu
     - Przepraszam.- odpowiadam z poczuciem winy
     - Sydney...- szepcze chłopak zrywając się z łóżka, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem.
     Ma na sobie czarne jeansy, w których zasnął poprzedniego wieczoru, jego szara koszulka leży zmięta w nogach łóżka.
     - Nie chciałam Cię obudzić-kontynuuję, przepraszająco- Wiem, że jesteś zmęczony, ale ja naprawdę...
     Urywam w momencie, kiedy brunet rzuca się przez pokój. Z pędem porywa mnie w silny uścisk, niechcący przewracając nas na ziemię. Thomas wtula twarz w zagłębienie mojej szyi, tuląc mnie do siebie. Cichy śmiech wydobywa się z moich ust, kiedy oplatam go rękoma w pasie.
     - Syd...- szepcze Tommy, unosząc lekko głowę
     Nasze oczy się spotykają, kiedy unoszę dłoń, żeby pogładzić jego szorstki policzek. Jego wzrok wyraża ulgę i tęsknotę, jednocześnie mieszające się z udręką. Zamieram, od intensywności tego spojrzenia, kręci mi się w głowie. Nasze twarze dzielą  milimetry, a ja wstrzymuję oddech w oczekiwaniu.
     Tom opiera czoło o moje czoło, z sykiem wciągam powietrze. Oddychamy tym samym, gorącym powietrzem. Przenoszę dłoń na jego kark, przyciągając go lekko do siebie. Palce bruneta głaskają moją szczękę, jego ciężki oddech, wypełnia pełną napięcia ciszę. Przez moje ciało przechodzi dreszcz, kiedy jego suche wargi delikatnie muskają moje usta. Wplatam palce w jego włosy, kiedy drzwi otwierają się z lekkim trzaśnięciem.
     -Przyniosłam Ci trochę ka... O Boże.
     Thomas gwałtownie odrywa się ode mnie, podnosząc się z podłogi. Wypuszczam głośno powietrze, po czym siadam na posadzce. Przenoszę roztargnione spojrzenie na Clary, której policzki przybierają rumianą barwę. Thomas wyciąga z torby czysty t-shirt i zakłada go na siebie, zasłaniając w ten sposób nagą pierś. przed ciekawskim spojrzeniem rudowłosej.
     - Przepraszam, że wtargnęłam bez zapowiedzi- mówi Clay z zakłopotaniem przenosząc spojrzenie z Tom'a na mnie i z powrotem- Po prostu pomyślałam, że przydałaby Ci się kawa...Nie wiedziałam, że...- plecie trzy po trzy, wskazując na mnie ręką, po czym kręci zażenowana głową- W każdym bądź razie- dodaje, odzyskując trochę pewności siebie - Razem z James'em robimy śniadanie, więc jeśli macie ochotę...
     -Pomogę wam- przerywa jej Thomas, wsuwając stopy w japonki stojące przy łóżku
     Spoglądam na niego lekko zaskoczona, jak i zawiedziona. Chłopak jednak unika mojego spojrzenia, po czym z prędkością światła wychodzi z pokoju, ciągnąc za sobą protestującą Fray.              Drzwi zamykają się z hukiem, a ja zostaję sama ze sobą. Powoli podnoszę się z podłogi, ukrywając twarz w dłoniach Kręcę głową, kiedy z cichym jękiem rzucam się na łóżko. Wtulam twarz w poduszkę, a w mojej głowie kołacze tylko jedna myśl.
Co tu się właśnie wydarzyło?
***


piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 22 Część 1- Księga I

***Thomas***
Równomierny oddech czarnowłosej to jedyna rzecz na jakiej skupiałem się w ciągu ostatnich trzech dni. Będzie nieprzytomna jeszcze przez co najmniej dwa dni. Dzisiaj jej skóra nabrała trochę więcej koloru, lecz jej ciało wciąż jest straszliwie wyziębione. 
Okryłem ją szczelniej kołdrą, po czym odgarnąłem hebanowy kosmyk, który opadł na jej twarz. Pogładziłem jej chłodny policzek, myśląc o tym, jak bardzo pragnę, żeby już teraz otworzyła swoje piękne oczy i obdarzyła mnie tym uroczym zaspanym spojrzeniem.
Mruknąłem cicho zirytowany, kiedy po raz tysięczny w przeciągu trzech dni słyszę pukanie do drzwi.
Złożyłem lekki pocałunek na czole czarnowłosej, po czym zwlokłem się z łóżka.
Zastanawiałem  się kogo ujrzę pod drzwiami tym razem. W ciągu ostatnich trzech dni była tu istna pielgrzymka. Lightwood, bodajże Alexander, James, który zdążył się już obudzić i ledwo trzymał się na nogach. Wpadł też Nathan, któremu lekko mówiąc kazałem iść do diabła. O dziwo, Magnus okazał się być całkiem pomocny, mówiąc wszystkim, żeby dali nam wreszcie spokój. Trochę pomogło.
Otworzyłem drzwi mocnym szarpnięciem, wpuszczając do pokoju falę zimnego powietrza.
- Wyglądasz fatalnie, Tom- spuściłem niżej wzrok, żeby spojrzeć w oczy młodej Morgenstern.
- Nie sposób się nie zgodzić- odpowiedziałem, uśmiechając się krzywo.
W ciągu tych trzech dni, to Clary była jedyną osobą z którą rozmawiałem. Może dlatego, że nie zadawała zbędnych pytań. A może dlatego, że zawsze przynosiła mi kawę i coś do jedzenia.
Wpuściłem dziewczynę do środka. Zielonooka zajęła miejsce na fotelu, stojącym obok łóżka, po czym podała mi kawę i bajgla z sałatą i serem.
Naprawdę zdążyłem polubić tego małego rudzielca.
Przysiadłem na łóżku obok Sydney, chwytając w dłoń gorący kubek.
- Lepiej z nią?- spytała cicho Fray
Westchnąłem, przeczesując włosy palcami.
- Troszeczkę.-odpowiedziałem, gładząc blady policzek czarnowłosej
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko, pijąc swoją zieloną herbatę.
-Widać to, wiesz?-głos nastolatki wyrywał mnie z zamyślenia.
-Co?-spytałem lekko zaskoczony, odwracając się w stronę Clary
Uśmiech rudowłosej poszerzył się nieznacznie.
-Kochasz ją.-stwierdziła, po czym bierze łyk gorącego napoju- A ona kocha Ciebie.
Złożyłem usta w smutnym uśmiechu,
- W końcu jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.
Clary zmrużyła swoje zielone oczy, ukazując w ten sposób swoje podirytowanie.
-Wiesz o czym mówię, Tom. Kochasz ją w ten sposób.
W pokoju zaległa cisza. Napiłem się kawy, wpatrując się w spokojną twarz Sydney. Jej klatka piersiowa unosiła się lekko w rytm jej cichego oddechu.
- A jakie to ma znaczenie?- mruknąłem pod nosem- Jestem dla niej jak brat. Na Anioła, czyż to nie jest zabawne? Ja i James. Jesteśmy w niej cholernie zakochani, lecz ona traktuje nas jak braci. Jedyną osobą, która naprawdę cieszy się z tego miana jest chyba Chris.
-Chris?- spytała dziewczyna zaciekawiona
-Christopher to kuzyn Sydney. Jest od niej starszy o dwa lata. Ojciec Syd adoptował go, kiedy jego rodzice zginęli. Chris miał wtedy 5 lat. Eric za bardzo kochał siostrzeńca, żeby wysłać go do Akademii, więc zabrał go z twoim bratem i Sydney do Australii.
-Nie rozumiem.- szepnęła zagubiona dziewczyna- Co robił tam Johnatan? Sydney mówiła mi, że nasi rodzice byli blisko,ale...
- Powiedziała Ci o tym?-spytałem lekko zaskoczony. Czarnowłosa rzadko się komuś zwierza.- O tym kim jest też?
- Chodzi Ci o to, że naprawdę ma na imię Samantha?- spytała, na co ja odpowiedziałem lekkim skinięciem głowy.- Tak, ale za wiele mi to nie mówi?
Zszokowany patrzyłem na rudowłosą.
-Nie słyszałaś o niej? Widać, że jesteś w naszym świecie nowa.- odpowiadziałem z przekąsem
Dziewczyna w odpowiedzi posłała mi ironiczny uśmiech.
- Syd to żywa legenda, Clary. Serio. Wątpię w to czy mówiła Ci o tym kim są nasi rodzice. Prawdę mówiąc poznaliśmy się z Syd, właśnie dzięki nim.- powiedziałem, po czym odgryzłem kawałek bajgla.- Moja mama jest Konsulem. Kiedy Sydney miała 12 lat jej tata został wybrany na Inkwizytora. Dlatego musieli wrócić z Australii.
-Z Australii?
- Sydney urodziła się  w Australii. A dokładniej w Sydney. Kocha tamtejsze miasta, ludzi, klimat i plaże. Nigdy nie lubiła imienia Samantha. Kazała nazywać się Sydney. Jedyną osoba, która wciąż dąży do jej oryginalnego imienia jest Eric (od aut. ojciec Syd). Boże, Syd zawsze się krzywi kiedy nazywa ją "swoją, małą Sammy".- opowiadałem ze śmiechem
Rudowłosa uśmiechała się lekko słuchając mojej opowieści.
- Wracając do Samanthy. W naszym świecie jest znana jako bezlitosna Nocna Łowczyni. Perfekcyjna w każdym calu. Nigdy nikt jej nie pokonał. W niczym. Ale swoją 'wielkość'zawdzięcza czemuś czemu nie podołał jeszcze nikt. Sydney zabiła Abbadon'a. I wiem, że nie ma się co szczycić morderstwem, lecz od powstania tego świata żadne stworzenie nie śmiało nawet powiedzieć złego słowa o wielkich demonach. A Sydney, moja Sydney zabiła ich króla.
- "Perfekcyjna w każdym calu."- mruknęła Nocna Łowczyni pod nosem-To by się zgadzało.
Puściłem jej uwagę mimo uszu.
-Miała szesnaście lat,  kiedy to zrobiła. Wszyscy znali ją już dużo wcześniej. Od dawna było wiadome, że dokona wielkich rzeczy.
-Chodzi Ci o jej moc?
- Moc? -parsknąłem mrocznym śmiechem- Nie nazwałbym tego mocą.  Raczej darem. Darem, za który każdego cholernego dnia musi płacić wysoką cenę. Na Anioła,  Clary, nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo ona cierpi.  A fakt, że czasami musi zmagać się z tym sama, bo  nie zawsze mogę przy niej być,  naprawdę mnie dobija. 
- To nie twoja wina, Thomas. 
- Wiem, że to nie moja wina. Nie mogę odwrócić tego,  co zrobiła jej Katherine.  Ale jeśli jestem w stanie chociaż odgonić jej koszmary, zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby tak się stało. -westchnąłem, ukrywając twarz w dłoniach- Syd powiedziała kiedyś,  że jestem jej własnym promieniem światła. Że kiedy jestem blisko niej, ciemność, która ją otacza znika. Nie całkowicie,  ale szarówka jest lepsza niż kompletna ciemność.
Przez kilka kolejnych minut siedzieliśmy w ciszy, zatopieni we własnych myślach.
-Co powiesz na Kalifornię?- spytałem, wyrywając ją z zamyślenia.
-Hmmm?- mruczy lekko zaskoczona
- Pomyślałem, że Sydney przydałyby się małe wakacje. No wiesz, po tym co się stało, stwierdziłem, że mogłaby się trochę odprężyć. -powiedziałem- Słyszałem, że nigdy nie byłaś poza stanem. Myślę, że Syd nie miałaby nic przeciwko gdybyś pojechała z nami.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Nie chcę wam w niczym przeszkadzać. Poza tym nie mam pieniędzy na wyjazd.
Słysząc jej słowa machnąłem tylko ręką.
-Pieniądze to nie problem, Clary. Syd i Chris mają dom w Santa Barbara. Jeśli masz ochotę możesz ze sobą James'a czy któreś z Lightwood'ów.
-Nawet Jace'a?- spytała cicho
-Nawet Jace'a. - odetchnąłem głęboko
- I mam uwierzyć, że Syd to nie przeszkadza?- ironiczny uśmiech rozkwitł na jej twarzy
- Zajmę się Sydney. Poza tym, uważam, że twoja mama chciałaby, żebyś dała sobie chwilkę wytchnienia.
-Chyba masz rację- ruda westchnęła lekko
-To jaka będzie twoja decyzja?
- Z chęcią pojadę- odparła po chwili z nieśmiałym uśmiechem.

15 godzin później...
***Sydney***
Biegłam, choć tak bardzo starałam się zatrzymać. Moje nogi poruszały się wbrew mojej woli. Potykałam się o wystające krzewy kolczaste, co chwila upadając na kolana. Powoli opadałam z sił, dygotałam z zimna. Jasna poświata utworzona przez księżyc oświetlała mi drogę przez zarośla. Mroczny las napawał mnie uczuciem, którego tak dawno nie czułam. 
Napawał mnie strachem.
Zarośla stopniowo się przerzedzały, zamieniając się w otwartą polanę. Chłodna mgła wiła się wokół moich nagich kostek, a powietrze, które wypuszczałam z ust, zamieniało się w szare dymki pary. Kiedy dotarłam na sam środek rozległej polany, moje nogi gwałtownie się zatrzymały. Ze zmęczenia opadłam na kolana, zwijając się w kłębek, próbując choć trochę się ogrzać.
-Dawno się nie widzieliśmy, Sunny.
Znajomy głos, sprawił, że moje serce zaczęło bić szybciej. Mój puls jednak nie zamienił się w szaleńczy galop ze względu na ekscytację. 
To również był strach.
Z przerażeniem rozejrzałam się po polanie, szukając źródła głosu. W odległości zaledwie kilku kroków, stał on, w całej swojej chwale. Jego jasne włosy wciąż układały się w uroczym nieładzie, a błękitne oczy patrzyły na mnie, tak jakby mógł zobaczyć najciemniejsze zakątki mojej duszy.
-Sebastian- mój ochrypły szept, był tak cichy, że ledwie ja go słyszałam
Chłopak pokonał dzielącą nas przestrzeń, po czym uklęknął przede mną. Z czułością ujął moją twarz w dłonie, zakładając zabłąkany kosmyk moich włosów za ucho. 
I nie ważne jak bardzo tego nie chciałam, moje ciało zadecydowało za mnie.
Przywarłam do niego całym ciałem, wtulając się w jego ramiona. Blondyn zamknął mnie w silnym uścisku, tuląc mnie do swojej piersi. Wsunęłam się na jego kolana, ukrywając twarz w jego klatce piersiowej. Gwałtowny szloch wstrząsnął moim ciałem, gorące łzy spłynęły po chłodnych policzkach.
-Już dobrze, Sunny. Zaopiekuję się tobą.- szeptał, gładząc mnie po plecach.
Wczepiłam mocno palce w jego podarty t-shirt, łkając cicho. Płakałam z tęsknoty. Z tęsknoty za nami. Za nim. Za beztroską dziewczyną, którą byłam kiedyś. Dziewczyną, która nie żyła przeszłością, nie tkwiła w teraźniejszości, ani nie martwiła się o przyszłość. Dziewczyną, która była szaleńczo zakochana, w tym blondwłosym chłopcu, który teraz obejmował ją czule. Dziewczyną, która ślepo wierzyła w każde jego słowo.
-Wszystko będzie dobrze, kotku.-szeptał w moje włosy- Nie pozwolę, żeby ktoś Cię skrzywdził.
Tak, definitywnie nie byłam już tamtą dziewczyną.

czwartek, 14 stycznia 2016

Rozdział 21- Księga I

***Sydney***
Razem z Clary wybiegamy z pokoju, podążając za echem krzyku, dobiegającego z biblioteki. 
Wszyscy mieszkańcy Instytutu zgromadzili się wokół sprawcy zamieszania. Kiedy wpadamy do biblioteki, pierwszy odwraca się w naszą stronę Thomas. Na szczęście nic mu nie jest. I już mam rzucić się w jego ramiona, kiedy zauważam wyraz jego twarzy. 
On się boi. O mnie.
Jego blada twarz napawa mnie niepokojem, a smutne spojrzenie zabiera mi zdolność oddychania.
- Nie powinnaś na to patrzeć, Syd.- szepcze cicho, przytrzymując mnie w talii
Wyrywam się z jego uścisku, nogi same niosą mnie na przód.
Czarna maź, która niegdyś była krwią pokrywa podłogę wokół ciała rannego. Jasna koszula, podarta w niektórych miejscach odsłania rozległą ranę brzuszną. Spoglądam na jego bladą twarz, zdradzieckie łzy cisną się do moich oczu. Podbiegam do niego, lecz moje nogi nie są w stanie dłużej utrzymać ciężaru, który właśnie spadł na moje ramiona. Moje serce pęka na miliony kawałeczków, kiedy padam na kolana, przyciskając dłonie do rany.
- Jamie...- szepczę, a gorące łzy spływają po moich policzkach.
Chłopak  krzywi się lekko.
- Iratze nie działa. To czarna magia. Nie mogę mu pomóc. - mówi Magnus-Ty nie możesz mu pomóc.- dodaje ciszej
Spoglądam w smutne oczy James'a. Przed moimi oczami stają nagle wszystkie te chwile, które spędziliśmy razem. Ciężkie łzy opadają na jego koszulę, kiedy znów biegnę po tej cholernej łące, bawiąc się z nim w berka. Oczami wyobraźni znów stoję w sali balowej, jego szeroki uśmiech, łagodzi krzyk naszej nauczycielki tańca, próbującej nauczyć nas walca, przed jego dziesiątymi urodzinami. Znów trzymam jego dłoń, kiedy budzi się w środku nocy nękany koszmarami. 
- Mogę.- szepczę ledwie słyszalnie, sięgając palcami do ukrytej kieszeni mojej kurtki.- Mogę mu pomóc.
Oczy James'a rozszerzają się lekko, kiedy orientuje się do czego piję. Szybko nakrywa dłonią moją dłoń. Jego spojrzenie wyraża zaskoczenie, ale jednocześnie panikę.
- Nie zrobisz tego, Syd. Nie pozwolę Ci na to.- szepcze udręczonym głosem
- Jamie...
- Mayra. Pomyśl o niej. - szepcze przerażony, kręcąc głową
- Nie jesteś nią, Jamie.- łzy płyną po moich policzkach.- A ja już wiem co robię. James, proszę...- łkam cicho, przytulając twarz do jego klatki piersiowej.
Chłopak obejmuje mnie lekko, gładząc moje plecy.
- Wtedy w Londynie- mówi z trudem- od razu Cię poznałem. Nie widziałem cię przez prawie dekadę, ale kiedy spojrzałem w twoje oczy wiedziałem, że to ty. Po prostu wiedziałem. Przez te wszystkie lata, kiedy nie było Cię przy mnie, wiedziałem, że czegoś brakuje. Każdej nocy śnił mi się ten sam koszmar. Byłaś na wyciągnięcie mojej ręki, lecz mnie nie widziałaś. Nie słyszałaś kiedy waliłem pięściami w szklaną ścianę odgradzającą mnie od ciebie, krzycząc twoje imię. A ty się uśmiechałaś. Śmiałaś się, lecz ...
-Proszę, przestań...-szepczę, drżącym głosem
- Śmiałaś się, lecz nie mogłem usłyszeć brzmienie twojego śmiechu... To było najgorsze ze wszystkiego... Spójrz na mnie, Syd.
Mrugam, odganiając łzy, po czym spoglądam w jego oczy. Mimo bólu uśmiecha się do mnie.
- Kocham Cię, Syd. Kochałem Cię odkąd pierwszy raz Cię ujrzałem. Kochałem Cię, kiedy dorastaliśmy razem, a także przez te wszystkie lata kiedy żyliśmy, nie pamiętając o swoim istnieniu. Kochałem Cię...
- Cśśśśś- proszę
- Kochałem Cię, kiedy ujrzałem Cię na tej ławce w parku. I kochałem Cię, za każdym razem kiedy kazałaś mi iść do diabła. Kocham Cię, księżniczko. I będę Cię kochał do ostatniego tchnienia. Nie chcę umrzeć, zanim się tego nie dowiesz. 
-Proszę, pozwól mi to zrobić, Jamie...- szepczę przez łzy.
-Syd...
- Pomyśl o Chris'ie. O Emily. I o Clary.- wyliczam- Oni nie mogą cię stracić- łkam- Ja... Ja nie mogę Cię stracić.
W następnej chwili przyciskam usta do jego ust, całując go lekko.
- Nie mogę Cię stracić, Jay- szlocham, kiedy odrywam się od jego warg.
Opieram głowę na jego piersi, po czym łkam w jego koszulę.
- Zrób to.-  szepcze James po chwili
Przez łzy spoglądam na jego twarz. Powieki chłopaka opadły w wycieńczeniu.
Mrugam powiekami, odganiając łzy, które napływają do moich oczu. Z roztargnieniem wyciągam srebrną stelę z kieszeni kurtki. Rozrywam jego koszulę, odsłaniając pokrytą runami klatkę piersiową. Ściągam moje skórzane okrycie, po czym podwijam rękaw swetra. Przejeżdżam palcem wskazującym po bliźnie na wewnętrznej stronie mojego lewego nadgarstka.
-Syd...- szepcze cicho Tommy, klękając obok mnie.- Na pewno chcesz to zrobić?- pyta cicho
W odpowiedzi kiwam głową.
Tom delikatnie kładzie dłoń na moich plecach, głaskając mnie lekko, kiedy przykładam stellę do nagiej skóry. Wciągam z głośnym sykiem powietrze, kiedy rozgrzany kryształ na nowo wypala moją skórę. Obezwładniający ból rozprzestrzenia się po moim ciele. Szkarłatna krew powoli wypływa z rany. Dotykam czubkiem stelli  otwartej rany, rysując cieniutkie złote linie. Ogień zaczyna krążyć w moich żyłach. Jęczę cicho z bólu. Ozdobne linie zamieniają się w tak dobrze znany mi znak, runę, którą znam tylko ja. Osocze cieknące z rany, przybiera złotawą barwę, podobną do tej jaka teraz płynie w moich żyłach. Przyciskam dłoń do brzucha, zwijając się z bólu, kiedy zranienie się zasklepia.
-Skarbie- napięty głos Thomas'a rozbrzmiewa przy moim uchu.- Musisz się pośpieszyć.
Podnoszę ociężale głowę, przesuwając się w stronę nieprzytomnego James'a. Przyciskam stellę do jego chłodnej klatki. Rozrysowuję na wysokości jego serca złotą sieć linii, układających się w skomplikowaną runę.Jego krew przybiera złotą barwę, powoli płynącą do licznych uszkodzeń jego ciała. Słyszę swój własny krzyk bólu, lecz nie umiem określić skąd on dochodzi. Wycieńczona opadam na ziemię, kiedy pochłania mnie ciemność.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie, kochane misiaczki! Przepraszam, że rozdział pojawia się dopiero dzisiaj, choć był napisany już od dłuższego czasu, ale za diabła nie umiałam napisać końcówki. No, nic....
Mam nadzieję, że rozdział wam się podoba. Proszę, komentujcie, to naprawdę pomaga.
Gdyby ktoś nie zrozumiał co się stało pod koniec ( bo wiem, że cały moment związany z uleczaniem jest dość kiepsko napisany, za co bardzo przepraszam) niech da znać w komentarzu, chętnie wyjaśnię jak działa "moc" Syd...
Co do nowego rozdziału przewiduję go za max. tydzień.
Chciałabym wam również polecić nowego bloga Mani Mai:http://ukrytetajemnice.blogspot.com/
Początek bardzo mi się podoba <3
Ps. Czy ktoś zwrócił uwagę na pewne zdrobnienie padające w rozdziale? Jestem taka przebiegła...
-adeczka45