***Sydney***
- Czy ktoś wyjaśni mi, co tu się właśnie stało?!- zaciekawiony głos Alec'a rozbrzmiewa w pomieszczeniu. Niechętnie wyplątuję się z objęć przyjaciela, odwracając się w stronę mówiącego.
- Żałuj, że nie widziałeś ich przy naszym ostatnim spotkaniu w Amsterdamie. Wtedy to się dopiero działo.- odpowiada mu Magnus, wachlując sobie twarz, jakby w pomieszczeniu, w którym się znajdujemy było nieprawdopodobnie gorąco. Rzucam czarodziejowi ironiczny uśmiech, przypominając sobie to wydarzenie.
Czuję jak klatka Thomasa, o którą wciąż się opieram, unosi się w rytm jego śmiechu.
Na Anioła, jak ja za tym tęskniłam...
Kątem oka zerkam w stronę kuchenki, na której smażą się naleśniki. Na śmierć o nich zapomniałam.
Podbiegam do blatu i zrzucam naleśniki na jeden z ceramicznych talerzy. Rozlewam kolejną porcję ciasta na patelni, kiedy silne ramiona oplatają mnie w talii.
Tommy opiera podbródek na moim ramieniu, intensywny zapach jego perfum otumania moje zmysły. Jego ciepły oddech łaskocze moją odsłoniętą szyję, a ja wtulam się w jego ciało.
- Uwielbiam na Ciebie patrzeć, kiedy krzątasz się po kuchni.- cichy szept, sprawia, że na mojej twarzy wykwita lekki uśmiech. Tom chwyta moją dłoń, oczami wyobraźni widzę jego zmarszczone brwi.
- Gdzie twój pierścień?- wciąż mówi na tyle cicho by nikt go nie usłyszał.
- Tak się składa, że nasz drogi przyjaciel Magnus postanowił się o niego zatroszczyć.
- Czemu miałby to robić?
Wzdycham cicho. To nie jest najlepsze miejsce i czas na rozmowę tego typu.
- Później Ci wyjaśnię.
Chłopak nie protestuje, wiedząc, że spełnię obietnicę.
- O czym tak tam szepczecie?- głos Magnusa, przypomina nam o tym,że przecież nie jesteśmy sami w jadalni.
- Najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa- mówi cicho, po całuje mnie delikatnie w kark. Chwyta w dłoń talerz, pełen usmażonych przeze mnie naleśników, po czym odwraca się w stronę stołu.- O niczym szczególnym- odpowiada na pytanie podziemnego, zajmując wolne krzesło.
Nalewam trochę soku pomarańczowego do szklanki, po czym rozglądam się w poszukiwaniu pustego miejsca przy stole. Ku mojemu niezadowoleniu, jedyne które zostało znajduje się tuż obok Jace'a.
Nie usiądę tam. Wiem, że choćby krótka rozmowa z Wayland'em na dobre zrujnowałaby mój dobry humor. A na to nie mam zamiaru pozwolić.
W ten o to sposób ląduję na kolanach Thomas'a.
Chłopak uśmiecha się do mnie, a ja odwracam się w stronę Alec'a. Magnus jest aktualnie zajęty emocjonującą rozmową o najnowszych trendach mody, w którą wciągnął Isabelle. Idealnie.
- Dokończyliście to, co przerwałam wam dzisiaj rano?- słysząc moje pytanie, Lightwood omal krztusi się przełykanym jedzeniem. Na jego policzki wypływa krwisty rumieniec, co wywołuje u mnie cichy chichot.
- Do niczego nie doszło.- oświadcza nieprzekonująco.
- Jasne, chyba zapominasz o tym, że znam twojego narzeczonego. Nie ma opcji, że przepuścił taką okazję.
- On nie jest moim narzeczonym- oponuje Nocny Łowca- Nie jest nawet moim chłopakiem. I nigdy nie będzie.
W jego głosie słyszę rozgoryczenie, które sprawia, że krew zaczyna wrzeć w moich żyłach.
Nie zasłużył na to. Nie zasłużył na bycie tępionym, przez swoją orientację. Nie zasłużył na więzienie, w którym żyje. Nie zasłużył na bycie dzieckiem Maryse i Roberta Lightwood'ów. Żadne z nich na to nie zasłużyło.
Ale najgorszy jest fakt, że żadne z nich nie ma pojęcia o tym, kim tak naprawdę są ich rodzice.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś nikomu o tym nie mówiła.- cichy głos Alec'a wyrywa mnie z zamyślenia.
Jedno spojrzenie skierowane na jego przygnębioną twarz, wystarcza by boleśnie ścisnęło mi się serce. Wzdycham cicho, nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
- Nie powinieneś się wstydzić miłości, Al.
W odpowiedzi chłopak uśmiecha się tylko smutno.
- Tak czy inaczej,- zaczynam zmieniając temat- nie myśl, że pozwolę Ci wylegiwać się jutro w łóżku. I nie obchodzi mnie czy będziesz sam czy z kimś. Masz zebrać swój leniwy tyłek, bo spróbujemy sprawić, żebyś nabrał trochę krzepy. Bo tymi gałązkami- mówię, wskazując na jego ramiona- raczej nic nie wskórasz.
Brunet siedzi chwilę w ciszy, wpatrując się we mnie niedowierzająco.
- Naprawdę masz zamiar mnie trenować? Jesteś pewna, że nie zrobiłby tego lepiej Jace?
Przysłuchujący się naszej konwersacji Tom, parska niekontrolowanym śmiechem. Ja natomiast zaciskam tylko mocno szczękę.
- Powiedz, coś takiego jeszcze raz, a przysięgam, że odetnę Ci jaja.
Thomas, któremu udało się w końcu pokonać napad wesołości, dodaje tylko:
- I wierz mi, bracie, ona nie żartuje.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Misie, moje kochane! Mam nadzieję, że podoba wam się ten krótki rozdział. Postaram się wrzucić coś jutro, ale nic nie jestem w stanie obiecać.
W szkole jadą po nas równo. Ostatni tydzień był dla mnie wyjątkowo trudny, więc proszę, nie miejcie mi za złe, że rozdział nie pojawił się wcześniej.
Komentujcie, kotki ( i Wera, jeśli to czytasz, to wiedz, że dotyczy to w szczególności Ciebie).
-adeczka45
Tommy opiera podbródek na moim ramieniu, intensywny zapach jego perfum otumania moje zmysły. Jego ciepły oddech łaskocze moją odsłoniętą szyję, a ja wtulam się w jego ciało.
- Uwielbiam na Ciebie patrzeć, kiedy krzątasz się po kuchni.- cichy szept, sprawia, że na mojej twarzy wykwita lekki uśmiech. Tom chwyta moją dłoń, oczami wyobraźni widzę jego zmarszczone brwi.
- Gdzie twój pierścień?- wciąż mówi na tyle cicho by nikt go nie usłyszał.
- Tak się składa, że nasz drogi przyjaciel Magnus postanowił się o niego zatroszczyć.
- Czemu miałby to robić?
Wzdycham cicho. To nie jest najlepsze miejsce i czas na rozmowę tego typu.
- Później Ci wyjaśnię.
Chłopak nie protestuje, wiedząc, że spełnię obietnicę.
- O czym tak tam szepczecie?- głos Magnusa, przypomina nam o tym,że przecież nie jesteśmy sami w jadalni.
- Najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa- mówi cicho, po całuje mnie delikatnie w kark. Chwyta w dłoń talerz, pełen usmażonych przeze mnie naleśników, po czym odwraca się w stronę stołu.- O niczym szczególnym- odpowiada na pytanie podziemnego, zajmując wolne krzesło.
Nalewam trochę soku pomarańczowego do szklanki, po czym rozglądam się w poszukiwaniu pustego miejsca przy stole. Ku mojemu niezadowoleniu, jedyne które zostało znajduje się tuż obok Jace'a.
Nie usiądę tam. Wiem, że choćby krótka rozmowa z Wayland'em na dobre zrujnowałaby mój dobry humor. A na to nie mam zamiaru pozwolić.
W ten o to sposób ląduję na kolanach Thomas'a.
Chłopak uśmiecha się do mnie, a ja odwracam się w stronę Alec'a. Magnus jest aktualnie zajęty emocjonującą rozmową o najnowszych trendach mody, w którą wciągnął Isabelle. Idealnie.
- Dokończyliście to, co przerwałam wam dzisiaj rano?- słysząc moje pytanie, Lightwood omal krztusi się przełykanym jedzeniem. Na jego policzki wypływa krwisty rumieniec, co wywołuje u mnie cichy chichot.
- Do niczego nie doszło.- oświadcza nieprzekonująco.
- Jasne, chyba zapominasz o tym, że znam twojego narzeczonego. Nie ma opcji, że przepuścił taką okazję.
- On nie jest moim narzeczonym- oponuje Nocny Łowca- Nie jest nawet moim chłopakiem. I nigdy nie będzie.
W jego głosie słyszę rozgoryczenie, które sprawia, że krew zaczyna wrzeć w moich żyłach.
Nie zasłużył na to. Nie zasłużył na bycie tępionym, przez swoją orientację. Nie zasłużył na więzienie, w którym żyje. Nie zasłużył na bycie dzieckiem Maryse i Roberta Lightwood'ów. Żadne z nich na to nie zasłużyło.
Ale najgorszy jest fakt, że żadne z nich nie ma pojęcia o tym, kim tak naprawdę są ich rodzice.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś nikomu o tym nie mówiła.- cichy głos Alec'a wyrywa mnie z zamyślenia.
Jedno spojrzenie skierowane na jego przygnębioną twarz, wystarcza by boleśnie ścisnęło mi się serce. Wzdycham cicho, nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
- Nie powinieneś się wstydzić miłości, Al.
W odpowiedzi chłopak uśmiecha się tylko smutno.
- Tak czy inaczej,- zaczynam zmieniając temat- nie myśl, że pozwolę Ci wylegiwać się jutro w łóżku. I nie obchodzi mnie czy będziesz sam czy z kimś. Masz zebrać swój leniwy tyłek, bo spróbujemy sprawić, żebyś nabrał trochę krzepy. Bo tymi gałązkami- mówię, wskazując na jego ramiona- raczej nic nie wskórasz.
Brunet siedzi chwilę w ciszy, wpatrując się we mnie niedowierzająco.
- Naprawdę masz zamiar mnie trenować? Jesteś pewna, że nie zrobiłby tego lepiej Jace?
Przysłuchujący się naszej konwersacji Tom, parska niekontrolowanym śmiechem. Ja natomiast zaciskam tylko mocno szczękę.
- Powiedz, coś takiego jeszcze raz, a przysięgam, że odetnę Ci jaja.
Thomas, któremu udało się w końcu pokonać napad wesołości, dodaje tylko:
- I wierz mi, bracie, ona nie żartuje.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Misie, moje kochane! Mam nadzieję, że podoba wam się ten krótki rozdział. Postaram się wrzucić coś jutro, ale nic nie jestem w stanie obiecać.
W szkole jadą po nas równo. Ostatni tydzień był dla mnie wyjątkowo trudny, więc proszę, nie miejcie mi za złe, że rozdział nie pojawił się wcześniej.
Komentujcie, kotki ( i Wera, jeśli to czytasz, to wiedz, że dotyczy to w szczególności Ciebie).
-adeczka45


